Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Carloss
Posty: 284
Rejestracja: pt maja 22, 2009 12:55 pm
Lokalizacja: Warszawa Falenica
Kontakt:

Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Carloss » czw cze 10, 2010 10:30 am

Witam kolegów, pozwalam sobie założyć ten temat, ponieważ w wielu wątkach pojawia się duskusja na temat stosowania bądź niestosowania chemi, leków itd. Kwestie te rodzą jak mi się wydaje spore emocje i jednocześnie duży bałagan na forum. Dlatego proponuję, by wszelkie dyskusję ten ogólny, ale ważny temat prowadzić właśnie w tym jednym wątku (oczywiście z zachowaniem kultury i wzajemnego szacunku). Liczę że dyskusja ta będzie utrzymywana w merytorycznym charakterze. Stosować zatem leki i to co niesie "nowoczesna" medycyna? Jak robicie to na codzień?
Karol.

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 10, 2010 12:51 pm

Witam.Carloss w dziale " gołębniki", (post dona o zakupie na allegro )jest mój post(w tej chwili ostatni).Myślę,że dobrze nadaje się do tego tematu jako rozpoczęcie dyskusji na poruszony temat.Jeżeli umiesz(ja nie umiem a nie chce mi się przepisywac) to przerzuc go tutaj a ja potem wykasuję go z "gołębników".Pozdrawiam.

Carloss
Posty: 284
Rejestracja: pt maja 22, 2009 12:55 pm
Lokalizacja: Warszawa Falenica
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Carloss » czw cze 10, 2010 1:10 pm

Zgadzając się z kolegą Dred i jego wypowiedzią w temacie "Moderator Forum" założyłem ten wątek, ponieważ powstał spory bałagan i prawie identyczna dyskusja zaczeła toczyć się w kilku wątkach jednocześnie.
Karol.

Carloss
Posty: 284
Rejestracja: pt maja 22, 2009 12:55 pm
Lokalizacja: Warszawa Falenica
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Carloss » czw cze 10, 2010 1:13 pm

Poniżej wypowiedź Opala ze wspomnianego tematu:

Witam.A gdyby nie weterynarze i przemysł farmaceutyczny to już dawno nie byłoby żadnego gołębia.Taki można wyciągnąc wniosek z niektórych postów.Tu nie tylko chodzi o zwierzęta.Z uprawami jest identycznie.Nie opryskasz drzewka owocowego nie masz owoców.A sam likwidowałem stary sad,który sadził jeszcze mój pradziadek.Drzewa były potężne i dawały nieraz ponad tonę jabłek z jednego drzewa.Owocowały każdego roku, w jednym roku owoców(zdrowych ,pięknych owoców) było zatrzęsienie ,w drugim trochę mniej.Nikomu nawet do głowy nie przyszło by je pryskac.Nikt nawet nie wiedział ,że tak można.A teraz jabłka pryskają po kilkanaście razy w sezonie a my tę chemię jemy.Nazywa się to nowoczesnym sadownictwem ,usprawiedliwia się takie działania intensyfikacją produkcji.Stosuje się czarne ugory ,uzyskiwane przez opryski chemiczne.Sam to robiłem a Pieniążek i Skierniewice to była dla mnie nowoczesnośc.Teraz już nie pryskam , w sadzie mam darń a na moich drzewach ptaki zakładają gniazda.Pryska się chemią praktycznie każdą uprawę od zbóż po ziemniaki.Wytruto prawie wszystkie kuropatwy,mało brakowało by wykończyli sokoła wędrownego(jest wpisany do czerwonej księgi).W hodowli zwierząt dodają antybiotyki już do paszy.Nazywają to nowoczesną "profylaktykom".Mam w dupie taką nowoczesnośc i zadaję sobie pytanie "kiedy to wszystko pier..nie?".Kiedy matka natura się zbuntuje? Kiedy da nam prztyczka w nos? Już się buntuje,przeciw naszym idiotom meliorantom i ich nowoczesnym wałom przeciwpowodziowym,zaporom na rzekach i zbiornikom retencyjnym.Już pokazuje,że nie wygramy.Już się buntuje zsyłając na ludzi raka,AIDS-a,coraz częstsze zawały serca coraz więcej depresji wywołanych stresem i brakiem kontaktu z naturą.A można przecież inaczej,można prowadzic uprawy ekologiczne,można przerwac ten wieczny pośpiech ten bezustanny wyścig szczurów.Można ,trzeba tylko chciec.Są tacy ludzie,którzy chcą.Tylko takich ludzi nazywa się oszołomami.Wmawia się nam,że oni nie chcą iśc z duchem postępu,że rzucają kłody pod nogi nowoczesnym koncernom,farmaceutycznym czy chemicznym, że stają w poprzek radosnym planom deweloperów stawiających domy w otulinie parku krajobrazowego czy na zalewowych polderach.Niestety ale w świadomości ogółu tych ludzi tak się ocenia.Dla większości z nas taki człowiek to oszołom.Zachód powoli przejrzał na oczy zaczyna wracac do upraw ekologicznych do stosowania ziół w produkcji zwierząt.A my nie ,my jesteśmy przecież tacy nowocześni,my jesteśmy przecież tacy mądrzy.Nam nikt nie będzie mówił co i jak mamy robic, bo my mamy swój rozum.Nie Panowie nasz kraj,to nie nowoczesnośc ,nasz kraj to jest trzeci świat manipulowany przez potężne koncerny i ich marketing.Włażą do nas oknami i drzwiami różne de Weerdy a cwaniaczki z koncernów farmaceutycznych wmawiają nam jakie to mają skuteczne i bezpieczne produkty. My to wszystko łykamy jak strusie i jeszcze się puszymy ,jacy to my jesteśmy nowocześni.Na nieśmiałe głosy(oj jaki ja jestem nieśmiały),że można inaczej,że można bez leków i chemii,podnosi się szmer oburzenia.Opal co ty radzisz? Ty nas chcesz cofnąc w mroki średniowiecza.Nie drodzy moi ,ja chcę byście zrobili krok do przodu.I nie ma od tego odwrotu ,samo życie zmusi Was byście ten krok zrobili.Pozdrawiam.
Karol.

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » czw cze 10, 2010 1:44 pm

:x Mój pies został prawdopodobnie przez kleszcza zarażony pierwotniakiem Babesia canis. :idea: Proszę mi podać sposób jak naturalnymi środkami np. ziołami go wyleczyć a właściwie nie pozwolić zdechnąć w ciągu kilkudziesięciu godzin. :?:
Tych, którzy mi będą próbowali zarzucić brak profilaktyki informuję, że w tym roku pies był dwukrotnie zakraplany Sabunolem.
:mrgreen:
Dirko

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 10, 2010 2:00 pm

Witam.Nie wiem Jarku nigdy tematem kleszczy się nie interesowałem.Jednak, jeżeli podawałeś preparaty(pewnie chemia lub szczepionka) mające psa zabezpieczyc a mimo to uległ zarażeniu to znaczy.że te preparaty czy szczepionki są nieskuteczne.Układ odpornościowy zdrowego psa powinien nie dopuścic do rozprzestrzenienia się choroby w organizmie.Jednak stan psa wskazuje na to,że jego układ odpornościowy nie zadziałał.Poszperam w necie może uda się znależc odpowiedż wtedy rozwinę temat teraz nie mam czasu..Jednak Ty z wetem dawno już podaliscie jakiś preparat chemiczny więc traktuję to jako pytanie retoryczne.Mimo to poszperam bo sam jestem ciekaw.Pozdrawiam.

krzysiek
Posty: 3649
Rejestracja: ndz lis 20, 2005 9:53 pm
Lokalizacja: kalisz
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: krzysiek » czw cze 10, 2010 4:57 pm

Witam. Przeczytałem uważnie posty Opala dotyczące hodowli bez leków , sporo się nad tym zastanawiałem w końcu postanowiłem spróbować.Niestety bez leków w tym sezonie się nie obeszło.Przyplątał się katar, zaraz na początku roku. Później w okresie lęgów nie udało się uniknąć kilku przypadków żółtego guzka u młodych. Z katarem poradziłem sobie farmakologicznie, zaatakowanym przez guzek młodym podałem Spartrix, poza tym staram się nie stosować żadnej chemii.Myślę, że można hodować ptaki bez chemii, jednak podstawą są prawidłowo wykonane gołębniki. Tu muszę się zgodzić z Opalem, dobry gołębnik to podstawa.Wniosek, moje gołębniki są do bani. Zdaję sobie z tego sprawę, wiem, jakie popełniłem przy ich budowie błędy i staram się powoli, w miarę moich skromnych możliwości finansowych poprawić, co spartoliłem. Dzięki sugestiom Zjaka zrezygnowałem z typowego zakwaszacza i podaję ptakom na przemian raz wodę od kwaszonej kapusty, raz od ogórków, pomiędzy czosnek i lakcid. Daję też syrop z posiekanej cebuli zmieszanej z miodem.Na razie działa. Trochę się obawiam katarów i spodziewam się, że jeszcze będę miał z tym problem ale to wina źle wentylowanych i wilgotnych gołębników.Ze szczepień nie rezygnuję, na razie się nie da, może za parę sezonów, gdy metody naturalne się sprawdzą.

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 10, 2010 5:40 pm

Witam.Krzysiek, tak dobre gołębniki to podstawa.Istotna jest też obsada ,1m3 na parę.Miałeś choroby jednak nie odrzuciłeś hodowli bez chemii.Nie piszesz na forum "porady Opala są do bani".Wierzysz,że to zadziała i wiesz jakie popełniłeś błędy.Dlatego jestem pewny,że odniesiesz sukces.Co innego Seter ,podał kilka razy dla sprawdzenia(lub uspokojenia sumienia) ale nie zadziałało i od razu pisze hodowac (bez chemii) się nie da .Sprawdziłem i nie zadziałało.Rady Opala są do kitu.Bez leków się nie obejdzie.A w drugim poście pisze.Posadzka w gołębniku jest tak zimna,że w zimę nogi marzną w gumofilcach.Ile ten gołębnik ma jeszcze wad? Nie wiemy.Seter też pewnie nie bo ,on nie umie słuchac.On nawet nie ma pojęcia jak taki przyjazny ptakom gołębnik ma wyglądac.Nie umie obserwowac i wyciągac prawidłowych wniosków.Jaki ja wyciągam wniosek?Jego gołębnik jest do luftu.I nawet wolny oblot nie załatwi sprawy w takiej hodowli.Ptaki będą chorowały a leki będą konieczne.Hodowle bez chemii to nie leczenie.W prawidłowo prowadzonym stadzie choroba nie ma prawa się zdarzyc.Jeżeli jednak popełnimy jakiś błąd i dojdzie do infekcji to załatwi się z nią układ odpornościowy ptaków a my im w tym pomożemy podając czosnek,cebulę,miód ,cytrynę i probiotyki.Hodowla bez chemii to zapobieganie i stymulacja układu odpornościowego..Nie można z moich rad nic skorzystac(nie zadziałają) jeżeli nie spełnimy wszystkich postawionych warunków .Brak jednego ogniwa przerywa łańcuch.Pozdrawiam.

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 10, 2010 9:37 pm

Witam.Jarek poszukałem ale nic szczególnego nie znalazłem. Jeżeli wpiszę baberia canis to otwiera się kilka tekstów ale po angielsku a ja z angielskim na bakier.Zastanowiło mnie jedno,że wytłuszczonym drukiem jest ta baberia canis a zaraz obok wytłuszczone słowo virus.Wnioskuję z tego,że to nie pierwotniak lecz wirus.Ale to nieistotne.Jednak jeżeli to wirus to moja rada jak zwykle czosnek,pierwotniak tak samo.Antybiotyki na wirusa nie działają.Poczytałem o tym Sabunolu.I szok.To taki psi de Weerd tylko inaczej się nazwał.Sprzedaż tylko przez internet.Moje odczucie podobne jak przy de Weerdzie.Wielki pic i wielkie gówno.Od szczeniaka aż do śmierci miałem czarnego, długowłosego, owczarka niemieckiego.Pies przeżył 17 lat.Jak wet go usypiał wszyscy płakaliśmy.Pies jeżdził ze mną na ryby,do lasu,biegał po sadzie i działce.Z takich wycieczek przywoził zawsze po kilka kleszczy.Nigdy na nic nie chorował.Podstawą karmy było surowe mięso i kości, dodatkiem kasza z warzywami.A w warzywach oczywiście nie brakowało nigdy czosnku oraz cebuli.Przed wyjazdem na jakąś łazęgę dostawał płat mięsa a w nim zawinięte dwie kapsułki czosnku.Pies miał żelazną kondycję a kota załatwiał jednym kłapnięciem szczęk.Gdy wet go usypiał nie mógł się nadziwic,że tak dobrze utrzymany.Jednak jak to rasowy wilk miał kłopoty z tylnymi nogami.Przed uśpieniem nie mógł już chodzic.Musiałem go wynosic na rękach na podwórko bo w domu do samej śmierci nie chciał się załatwic.Byłem przekonany,że się by tego wstydził ,gdyby popuścił.Rozgadałem się o swoim psie a to pies Jarka jest chory.Jarek życzę Ci by wet pomógł Twojemu pupilowi bo wiem,że moich rad nie posłuchasz.Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » czw cze 10, 2010 10:10 pm

Opal, dziękuje Ci za wysiłki znalezienia w internecie informacji o baberii, jak piszesz. :D
Chyba zakładasz, że masz do czynienia z kimś, kto nie potrafi posługiwać się wyszukiwarką. :shock: Dobrze jednak by było żebyś w przyszłości wiedział czego szukasz.
W miarę czytania Twojego postu bawiłem się coraz bardziej. :lol:
Twoja niekompetencja dorównuje Twojemu brakowi samokrytyki. :o
:mrgreen:
PS W przypadku wystąpienia babeszjozy pies powinien jak najszybciej znaleźć się u weterynarza i dostać stosowne zastrzyki. Na drugi dzień może być za późno. :idea:
Dirko

bubi
Posty: 531
Rejestracja: pn lip 30, 2007 4:59 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: bubi » czw cze 10, 2010 10:23 pm

Jarek Siedlecki pisze::x Mój pies został prawdopodobnie przez kleszcza zarażony pierwotniakiem Babesia canis. :idea: Proszę mi podać sposób jak naturalnymi środkami np. ziołami go wyleczyć a właściwie nie pozwolić zdechnąć w ciągu kilkudziesięciu godzin. :?:
Tych, którzy mi będą próbowali zarzucić brak profilaktyki informuję, że w tym roku pies był dwukrotnie zakraplany Sabunolem.
:mrgreen:
Bo g...o kupiłeś,ja kupuje do swojego psa(owczarek niemiecki) inny produkt i jest pewny :wink:
mbudniewicz.pl.tl

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » czw cze 10, 2010 10:29 pm

Pewne jest to, że trzeba płacić podatki i umrzeć. :mrgreen:
Dirko

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 10, 2010 10:52 pm

Witam.Wielki Myślicielu z Siedlec.Powtórzę słowa Kudłatego a bez leków świat by nie istniał.
I za każdym krzaczkiem w lesie kryje się wet ze strzykawką by dac zastrzyk każdemu pogryzionemu przez kleszcza lisowi i wilkowi.I to natychmiast bo jutro będzie za póżno.Tylko kto mu za to zapłaci?Wiem zgłosi się do Jarka.On wszystko kupi.Bo jemu imponują tytuły i wierzy w każdą reklamę. Napiszę tak kiepski pan,kiepski układ odpornościowy psa,kiepski środek zabezpieczający przed kleszczami.To niebezpieczne połączenie.Mojego psa gryzło setki kleszczy i miał to w nosie.A słyszałeś o potworze z Loch Ness.To taki sam temat na sezon ogórkowy jak i kleszcze.To taki sam chwyt marketingowy aby napchac producentom (szczepionek,obroży,preparatów) portfel.Kto dziesięc lat temu słyszał o kleszczach,kto ich się bał? Jednak zawsze znajdzie się "głupi co to kupi".Z wyszukiwarki może i umiesz korzystac ale z samodzielnym myśleniem sobie nie radzisz.Zbadaj się,może ta niemożnośc wyciągania prawidłowych wniosków to efekt ugryzienia przez kleszcza.Może ugryzł Cię w mózg i dlatego spada Ci IQ.A prawidłowy wniosek jest taki ,pies z silnym układem odpornościowym da sobie radę z setka ugryzień.Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
donatello
Posty: 172
Rejestracja: pt maja 28, 2010 5:33 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: donatello » czw cze 10, 2010 10:55 pm

Powiem Wam ze apropos chemi to jestem na bio. Chemia weszla razem z drogimi pocztowymi. Czasami zadza zwyciestwa w lotach kusi tak, jak kusily olimpiady w DDR...bylem ostatnio u kolegi takiego jednego to przy golebniku cala farmacja sie miesci...
Teraz BIO to takie trendy :D
W przeszlym roku oferuje srebrniaki BIO - nie pryskane :lol: co wy na to?

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 10, 2010 11:26 pm

Witam.Donie ja jestem chętny.Z takich Bio będzie pyszny rosołek. :lol: :lol: :lol: .Pozdrawiam.

kudłaty
Posty: 109
Rejestracja: czw kwie 09, 2009 8:21 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: kudłaty » pt cze 11, 2010 4:48 am

To moze ja napisze jakie sa trendy...im drozsze golebie tym wiecej chemii,hodowla towarowa,przepelniony golebnik,przemeczone ptaki ktorymis to z kolei legami w sezonie.Golab to juz wlasciwie kura nioska(ktora po 2 sezonach sie sprzedaje bo juz sie nie niesi),a jak wyeksplotowany i chorowity to mozna nafaszerowac i w swiat,tylko,ze chemia w koncu zawodzi i jak golab sam nie padnie to zostaje lopata .Pozdrawiam

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » pt cze 11, 2010 11:07 am

Witam.Dziki lub miejski gołąb w naturalnych warunkach ma w roku ,trzy max cztery lęgi.W hodowlach ozdobnych ciągną lęgi w nieskończonośc.Bzdurne regulaminy lotów zmusiły hodowców pocztowych do jeszcze większej głupoty.U nich lęgi to zima.Loty młodych to wymuszają.Hodowle postawiły wszystko na głowie.Zachłannośc hodowców ozdobnych czy to dotycząca forsy czy ambicji by zdobyc pucharek,doprowadza do nadmiernej eksploatacji ptaków.Jeszcze jeden czy dwa lęgi nie zaszkodzą a ja będę miał więcej forsy.Jeszcze puszczę ze dwa lęgi bo może uda mi się wychowac z tych lęgów tego jedynego,który wygra wystawę.A,że ten jeden,który właśnie wyszedł na dach wygląda jakby miał zaraz się wykończyc to nieważne jest piękny pokrojowo,jest wzorcowy, dostanie chemię,wygra wystawę a potem dam go do lęgów.Będę miał gołębnik "championów".Tak rozumuje hodowca,który chce zostac "miszczem".Czy nie odbija się to na zdrowiu ptaków? Przecież to wbrew logice,wbrew temu co zaprogramowała w ptakach natura.Ktoś napisze:" ale w warunkach naturalnych w zimę jest mniej pokarmu i jest zimno dlatego ptaki się nie niosą".A przecież hodowca ma ocieplony gołębnik i pokarmu w bród więc może to robic,może prowadzic lęgi zimowe a w ozdobnych może przedłużac okres lęgowy.Tak, tylko jak to robi,by zmusic ptaka do lęgów zimowych ,stymuluje jego układ rozrodczy chemią.By zmusic ptaka do nadmiernej produkcji jaj,używa mamek i stymuluje ptaka chemią.To już nie ptaki to chemiczne potworki.To już nie gołąb to kukułka.Nadmierne lęgi wyczerpują ptaki i niezmiernie trudno jest to naprawic.Na forum pocztowych bez przerwy pytają "co podac, jaki dopalacz by ptak wygrywał ?".Na forum ozdobnych nikt nie spyta dlaczego ptak zachorował i jak mam postępowac by uniknąc tego w przyszłości.Większośc pyta "jaką chemię podac ,by wyzdrowiał ?".Ptak nie wyzdrowieje po podaniu chemii.Nie usuwając przyczyn choroby Ty ptaka tylko zaleczysz a nawrót choroby masz jak w banku.Aby hodowca miał zdrowe,nie przeforsowane lęgami ptaki sam musi byc zdrowy na umyśle.A co do tego,czy wszyscy hodowcy są zdrowi, mam poważne wątpliwości.Wiele myślę o szczepieniach.Z jednej strony to nie chemia.To nie lek, ale zapobieganie.Więc patrząc na to tylko od tej strony powinno byc wszystko w porządku.Powinniśmy szczepic.Jednak nie daje mi spokoju kilka spraw.Gołębie po szczepieniach, na dzień ,dwa tracą formę.Nawet najlepiej do szczepień przygotowany ptak się krzywi i po szczepieniu wyrażnie widac ,ze coś ptakowi dolega. Według mojej wiedzy tak ma byc.Ptak dostał dawkę bakterii czy wirusów i jego organizm musi rozpoznac patogeny zawarte w szczepionce jako wroga i zacząc wytwarzac antyciała by je zniszczyc.To wojna to walka a to wyczerpuje i stąd ten spadek formy.Jednak czy tak musi byc? Szczepiąc ptaki ponosimy określone koszty(wcale niemałe), wiemy też,że żle zrobione szczepienie bardziej zaszkodzi niż pomoże ,a nawet w skrajnych przypadkach prowadzi do śmierci ptaka.Musimy też pilnowac terminów szczepień i albo tracic samemu czas albo zlecic szczepienia wetowi.W wielu hodowlach jest kilkaset ptaków,a kto próbował je wszystkie, jednego dnia połapac to wie jaka to mordęga i jaki to stres dla ptaków.Zalecają szczepienia młodych w wieku 4 tygodni.Jednak nie mamy w sprzedaży szczepionek na 1 ptaka.Minimalna porcja to dawka na 20 ptaków(tu jednak mogę się mylic).Tak jak pisałem nie szczepiłem ptaków w wolnym oblocie i mimo to nie było u mnie chorób.Tak było i zbytnio nie dociekałem dlaczego tak u mnie jest.Wiedziałem dużo o antybakteryjnym działaniu czosnku,cebuli,wiedziałem,że dobry jest miód czy herbatki z różnych ziół.I to regularnie podawałem.Niektóre dodatki dawałem bo tak robił mój dziadek.Dziadek też bez przerwy mi wbijał do głowy ,dobry gołębnik to suchy gołębnik.A jaki to suchy? Taki gdzie gówna szybko wysychają.Dziadek też powtarzał, w gołębniku musi byc "cug" a żeby był cug to nisko musi byc dziura i wysoko musi byc dziura.Żeby nie wlazł tchórz zasłoń te dziury siatką.A jak sprawdzic czy jest cug.Zapal kawałek gazety i jak zobaczysz,ze dym idzie prosto do tej dziury na górze to jest dobrze.Jak rozłazi się po gołębniku to jest żle.Czy ja wtedy wiedziałem co to prawidłowa wentylacja?W teorii nie,w praktyce nawet o tym nie wiedząc sam ją stosowałem.Przyszedł początek lat 80-tych.To był horror.Całe stada leciały na kręcka a hodowcy czy "trzymacze" byli bezradni.Co drugie stado fikało na podwórku.Śmiertelnośc była bardzo wysoka.Byłem przerażony,gdy zobaczyłem ,że do moich gołębi chodzących po podwórku przyleciał obcy.Po chwili zaczęło ptakiem kręcic.Pomyślałem sobie Opal(tak mnie nazywali od 14 roku życia) masz przeje...ne.Masz po ptakach.Czekam dzień,nic,czekam tydzień,nic.Odetchnąłem z ulgą i dobrze bo nigdy nie miałem kręcka.Pytam mojej żony co o tym myśli.A ona krótko "to czosnek".Katar to też wirus a niczym go nie wyleczysz tylko czosnkiem.Mając obecną wiedzę,doszedłem do takich wniosków,miałem dobry gołębnik dobry to nie znaczy,że sterylny . Gówien nie sprzątałem codziennie.Codziennie zmieniałem wodę i myłem pojniki. Gołębie regularnie dostawały,czosnek,cebulę oraz miód i te warzywa( mające właściwości bakterio i wirusobójcze) zabiły większośc wirusów paramyxo.Te wirusy,które przeżyły i przedostały się do organizmu ptaków dokonały tzw."auto-szczepienia".Organizm silnego ptaka wytworzył antyciała i ptak stał się odporny na nowego dotąd nieznanego wirusa.Tylko takie wytłumaczenie widzę.Innej możliwości według mnie nie ma.Dlatego mając takie doświadczenia i wiedząc,że ptak sam może się obronic mam wątpliwości czy szczepienia są potrzebne.Żeby Dred się nie czepiał to jest to tylko moje zdanie a każdy może miec inne a "przed użyciem produktu zasięgnij rady lekarza lub farmaceuty" :lol: :lol: .Pozdrawiam.
Ostatnio zmieniony pt cze 11, 2010 11:36 am przez opal, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
dred
Posty: 357
Rejestracja: sob kwie 08, 2006 7:33 pm
Lokalizacja: Strzyżów nad Wisłokiem
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: dred » pt cze 11, 2010 11:31 am

Dla czego myślisz że ja się czepiam, o tym co piszesz to jest powszechnie wiadome, Sam stosuje zioła i warzywa w swojej hodowli. Nie mam nic do Ciebie jako człowieka bo dla czego miał bym mieć nie chodzi o to co piszesz bo piszesz, ważne i potrzebne rzeczy które sam praktykowałeś i praktykujesz, chodzi o to w jaki sposób to piszesz, nie każdy człowiek jest taki sam jednych to może urazić po innych to spłynie jak po kaczce. Jeśli chodzi i naturalne środki w hodowli ptaków i nie tylko jestem za tylko w tym temacie trzeba trochę poczytać żeby nie zrobić mieszanki "wybuchowej". Co do chemii stosowanej jest, była i będzie świat idzie do przodu ale to my ludzie jako istoty myślące mamy wybór, czemu ludzie stosują chemię bo są wygodni nie chcą czekać na efekt po jakimś czasie tylko chcą to widzieć odrazu a najlepiej jak by dany specyfik zadziałał natychmiast. Po co jakiś tam Pan X ma iść na łąkę nazbierać pokrzyw, mniszka itd jak pojedzie do sklepu czy na bazar zobaczy pudełeczko na którym będzie napisane na 3-4 choroby, sprzedawca jeszcze mu powie że to rewelacyjny środek a on wyłoży parę stówek i jest szczęśliwy, to nie chemia zabija Nas czy nasze ptaki to brak wiedzy i douczenia się tego czym się pasjonujemy. Zapewniam Cie Krzyśku że ze mną możesz też porozmawiać o wędkarstwie czy akwarystyce chociaż w tym drugim już nie za wiele bo wypadłem z obiegu, ale o rybkach i połowach czemu nie wędkuje czynie od 8 roku życia to moje pierwsze hobby przed gołębiami :D

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » pt cze 11, 2010 12:07 pm

Witam.Paweł zapomniałem tylko dodac,że niektóre zioła trzeba zbierac o północy ,po rosie i przy pełni księżyca.A przed podaniem,zioła trzeba skropic krwią czarnego koguta.Piszesz,że wszystkim te sprawy są znane.O tym pewnie nie wiedziałeś. :lol: :lol: Wiem,że aby zmienic mentalnośc ludzi i ich podejście do chemii to trzeba pisac,pisac jeszcze raz pisac i samemu dawac dobry przykład.To się sprawdza.Jeszcze dwa lata temu,każdy pukał się w głowę czytając moje posty.A teraz proszę,Krzysiek pisze "chcę hodowac bez chemii".Carloss mimo,że nic nie przyjmuje na wiarę tez się zdecydował.Dlaczego to zrobili? Uwierzyli Opalowi na słowo? Nie Oni czytali uważnie moje posty i nie znależli w moim rozumowaniu żadnych sprzeczności.Żadnych słabych punktów.Spróbowali i u nich to też się sprawdziło.Jednak od czasu do czasu jest u nich infekcja.Jednak ten kto czytał moje posty uważnie i ze zrozumieniem to wie,że to nie czosnek nawalił tylko hodowca popełnił błąd.I Oni to już wiedzą.I u nich to zadziała.Co do wygody podawania ja nie latam po polach i nie szukam ziół.Ja idę do zielarskiej apteki.Mam taką pod nosem na tej samej ulicy, a prowadzą ja księża Bonifratrzy.Jest jeszcze jeden bardzo ważny powód,który nakręca mnie do dalszego pisania.Tym powodem są młodzi hodowcy, piszący do mnie na PW.Pytają o rady jak hodowac,jak prawidłowo prowadzic stado.Zawsze daje wybór.Prowadzenie z chemią czy bez chemii.100% z nich, odpowiada bez chemii.I to jest ta jaskółka,która czyni wiosnę.Jednak tym hodowcom z forum,którzy chcą leczyc lekami i chemią, też pomagam.Pomagam bo wiem jak się to robi.Sam przeszedłem przez to piekło .Wielokrotnie im pisałem wet i badania.W sytuacji klarownej ,piszę podaj taki a taki lek.Każdy hoduje jak chce.To jego ptaki i jego decyzja.Jednak tylko krowa nie zmienia poglądów a rozumny człowiek powinien ze swoich błędów wyciągac prawidłowe wnioski.Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
golebiewski
Posty: 723
Rejestracja: pn kwie 16, 2007 3:37 pm
Lokalizacja: mazury
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: golebiewski » pt cze 11, 2010 12:38 pm

Ale masz Opal ,,pisane", podziwiać. Gdyby dało się zajrzeć do układu odpornościowego gołebia, to dałoby się zauważyć, że praktycznie cały czas on pracuje. Nie ma nigdy momentu ,,przestoju". Nawet gdy gołąb wyglada na całkowicie zdrowego cały czas układ odpornościowy dba o równogę. Jak pisał Opal są bakterie, pierwotniaki stale zasiedlające gołębia, które czekają na moment jego osłabienia, żeby przełamac barierę immunologiczną i rozmnożyć się. Co trzeba robić aby to nie nastąpiło? Zapewnić gołębiom odpowiednie warunki i dbać aby układ odpornociowy był mocny. Jak robić-czytajcie posty Opala. To samo trzeba robić przy zetknięciu sie ptaka z czymś z zewnątrz. Kiedy mamy ,,silne" ptaki, często nie zdajemy sobie sprawy z jakimi bakteriami, wirusami i innym paskudztwem nasze ptaki się zetknęły. Jednak cały czas wzmacnianie układu odpornosciowego może się zemścić. Dzieje się, gdy taki gołab trafia do nowego hodowcy. Przez jakiś czas bedzie on korzystać z nabytej stymulowaniem odporności ale jeżeli w nowym gołębniku, nowy hodowca nie bedzie dalej podobnie dbać o odporność to może się źle skończyć.
Opal, Ty siedzisz w tym chyba najmocniej. Czy podawanie czosnku, cebuli i innych tak właściwie stymuluje układ odpornościowy, czy tylko mu pomaga. Bo jeżeli to drugie, to w zasadzie nie wiem czy nie dochodzi do ,,rozleniwienia" układu odpornościowego a jezeli tak to ... (?)
Jak baba smaruje się kremem nawilżającym to z czasem jej skóra zmniejsza naturalne nawilżanie. Wystarczy odstawić krem a baba zaraz sie pomarszczy. Kiedy facet chce się zrobić na np Pudziana, łyka testosteron a wtedy nadnercza i jajka zmniejszają mu jego produkcję. A co sie dzieje kiedy przestanie?
golebiewski

Carloss
Posty: 284
Rejestracja: pt maja 22, 2009 12:55 pm
Lokalizacja: Warszawa Falenica
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Carloss » pt cze 11, 2010 12:40 pm

Witam, tak jak pisałem w innych postach, naturalne metody (w które nie bardzo wierzyłem) zacząłem stosować od wiosny tego roku. wcześniej sporadycznie podawąłem czosnek, raz mi się chciało raz nie, napewno było łatwiej usiąść przed komputerem, zamówić mnóstwo rożnych cudownych dodatków, kurier przywózł, zostąło tylko podawać, ale efektów nie było.
Ja sam popełniałem dużo błedów, wydawałem kilka stówek miesięcznie na rozne produkty, a ciągle były jakieś problemy, nie było tygodnia by jakiś ptak nie miał biegunki, albo zapalenia wola, każdy młode jak wyszedł z gniazda toza kilka dni siedział już skulony, a ja spanikowany, gołąb klatkę do izolatki i dawaj mu to lub tamto. Najczęściej i tak zdychał.
W 2008 roku straciłem 40% stada a w 2009 prawie 70% stada. Załamka na całego.
Zime przeczekałem zastanawiając się czy nie rzucic tego całkiem, miałem problemy osobiste i gołebie zostąły nieco same sobie, ale tak sobie w końcu pomysłałem, że te co przeżyły to jednak muszą być twarde sztuki i trzeba dać im szanse, więc problem pewnie leży po mojej stronie i nic nie mam do stracenia jak spróbuje natury.
Poprawiłem nieco gołębnik, jest suchy, doświetliłem go lepiej, ale mam wciąż problem z wentylacją i odprowadzaniem pyłu. Ale jeszcze troche pokombinuje i będzie ok.
Na wiosne sprowadziłem pare niemieckich wystawowych i przyniosłem sobie katarek, ale tylko im podałem doxycyline, reszta piła sok z cebuli i sprawę opanowałem.
Na dzień dzisiejszy podaje tylko czosnek, miód, cytrynę, i cebulę w rożnych formach do picia a w weekendy mieszam wszystkie warzywa jakie mam w domu z ziarnem i podaję gołebiom. Na poczatku trochę niechętnie jadły, a teraz mam wrażenie, że nawet zaczynają za tym przepadać.
Nie zauważyłem dotychczas żadnych negatywnych obajwów, wyrzuciłem w tym roku tylko jednego młodego (słabo go karmiły i od początku nieco niedomagał). Zacząłem uważnie obserwować moje golębie i już nie panikuje jak jest słabszy dzień, wychodze z założenia że każdy gołąb powinien sam sobie poradzić z wiekszością dolegliwości. Narazie nie żałuje decyzji, więcej pracy, ale w efekcie zdecydowanie lepiej i taniej to wszystko wychodzi. Napewno więcej będę mógł powiedziec po okresie pierzenia. 90% gołębi same u mnie karmi młode, mam tylko 2 pary mamek ,a 40 sztuk gołębi.
Karol.

Awatar użytkownika
wscekly4405
Posty: 995
Rejestracja: sob paź 17, 2009 1:53 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: wscekly4405 » pt cze 11, 2010 12:57 pm

:mrgreen:
Ostatnio zmieniony ndz cze 27, 2010 11:10 pm przez wscekly4405, łącznie zmieniany 1 raz.
golebie-akrobatyczne

Awatar użytkownika
dred
Posty: 357
Rejestracja: sob kwie 08, 2006 7:33 pm
Lokalizacja: Strzyżów nad Wisłokiem
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: dred » pt cze 11, 2010 1:14 pm

Mam prośbę do kolegów, którzy stosują naturalne składniki do ochrony przed różnymi rodzajami chorób , bakteriologicznych, wirusowych, ochrony przed pierwotniakami itd., jakie naturalne specyfiki podają w jakich ilościach i jak często. Szczególnie proszę o to kolegę Krzyśka który w temacie jest obeznany czytając jakim jest zwolennikiem natury. O przedstawienie składów tych naturalnych specyfików czyli jak by taki plan "żywieniowy", jak sporządzić itd. Na pewno przyda się to młodych hodowcą i także doświadczonym którzy, żeby uwierzyć że to działa chcieli by spróbować i po jakimś czasie opisali swoje rezultaty i swoje spostrzeżenia. Wiem że było to poruszane w różnych tematach ale jest to tak pogmatwane i dla nie których trudne do ogarnięcia :) O każdym składniku nie musimy pisać bo to można sobie znaleźć w internecie jakie ma właściwości. Pozdrawiam Paweł Z.

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » pt cze 11, 2010 1:41 pm

Witam.Ad.Gołębiewski.Ani czosnek ani cebula nie stymulują w najmniejszym stopniu układu odpornościowego (przynajmniej ja o tym nic nie wiem).One mają za zadanie zabic większośc baterii,wirusów czy pierwotniaków ,które codziennie atakują nasze ptaki.Z tą ilością patogenów,która zostanie ,ptak(jego układ odpornościowy )sam sobie poradzi.Na siłę układu odpornościowego mają kolosalny wpływ optymalne warunki środowiskowe,które stworzymy w gołębniku, ma wolny oblot, ma trening gołębi lotnych.Tylko tyle i aż tyle.
Ad.Wściekły.W każdej statystycznej grupie społecznej są mądrzy i są głupi.Identycznie jest z hodowcami.Fakt,że hodowcy pocztowych maja mniej rzęsistka w gołębnikach.Lecz jak to osiągnęli? Podając chemię i dbając o higienę.Nie jest istotne czy to loty młodych czy metoda wdowieństwa wymusiła na hodowcach lęgi zimowe.Nie ma tez znaczenia,że to tylko dwa lęgi.To jest wbrew naturze ptaka.A większosc tych hodowców ,aby gołąb znosił jajka w zimie ociepla gołębniki(podnosi temperaturę),wydłuża sztucznym oświetleniem dzień w gołębniku i stymuluje układ rozrodczy ptaka.Zima to w przyrodzie odpoczynek.Tak to zaplanowała matka natura.Dopalacze to elektrolity i jod piszesz.A poczytaj posty na ich forum ja tam długo rozrabiałem..Oni jadą (albo jechali dawno tam nie byłem)"profylaktykom" antybiotykami,aż ich ptakom podroby trzeszczą.To o ziołach zbieranych o północy i krwi czarnego koguta to od nich zerżnięte, z ich forum.Tak podchodzą do naturalnego leczenia.A na każde pierdnięcie gołębia mieli jedną radę de Weerd.Antybiotyk przed koszowaniem,antybiotyk po locie to była ich recepta na sukces.Powtórzę jeszcze raz tam statystycznie jest więcej dobrych hodowców niż u nas.Jednak są to hodowcy stosujący chemię i leki.A to stawia ich po drugiej stronie barykady.Oni ze swojego ptaka nie ugotują rosołu chociaż mają 80% gołębi do wybrakowania.Nie ugotują bo boją się,że będą świecili w nocy.
Ad.Carloss. I tak trzymaj, a jak się nie sprawdzi,to przyjedż do mnie i daj mi kopa w dupę.
Pozdrawiam.

Carloss
Posty: 284
Rejestracja: pt maja 22, 2009 12:55 pm
Lokalizacja: Warszawa Falenica
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Carloss » pt cze 11, 2010 3:25 pm

opal pisze: Ad.Carloss. I tak trzymaj, a jak się nie sprawdzi,to przyjedż do mnie i daj mi kopa w dupę.
Pozdrawiam.
Jak tym razem się nie sprawdzi to dam Ci kopa z przyjemnością, a nawet dwa, jeden za mnie , a drugi za pozostałych :D .
Karol.

Zablokowany