Trochę historii zmobilizownych gołębi

corolla77
Posty: 5
Rejestracja: sob sie 13, 2011 8:55 pm
Kontakt:

Trochę historii zmobilizownych gołębi

Post autor: corolla77 » ndz sie 14, 2011 8:00 am

Grzebiąc w przepastnych głębinach systemu prawnego II Rzeczypospolitej natknąłem się na perełkę cud urody – na „Ustawę z dnia 2 kwietnia 1925 r. o gołębiach pocztowych” opublikowaną w Dzienniku Ustaw Nr 45 poz. 311. Wtedy nie było żartów – wykonanie przepisów o latających roznosicielach chorób i przesyłek powierzono Ministrom Spraw Wojskowych, Spraw Wewnętrznych oraz Sprawiedliwości.

      Z obszernego zbioru przepisów (ustawa liczyła sobie 24 artykuły) dowiadujemy się, iż utrzymywać i hodować gołębie pocztowe mógł tylko obywatel Państwa Polskiego i to wyłącznie po otrzymaniu na to zezwolenia właściwej władzy administracyjnej.

      Władza ta administracyjna nie mogła wydać swej pozytywnej lub negatywnej decyzji bez porozumienia się z władzą wojskową oraz po sprawdzeniu, czy osoba ubiegająca się o zezwolenie daje dostateczną rękojmię pod względem bezpieczeństwa państwowego oraz zapewnić może hodowli gołębi odpowiednie warunki, które także bezpieczeństwu państwowemu nie zagrażają. Władze wydając zezwolenie zastrzec mogą w dokumencie urzędowym warunki i wymagania, podyktowane znów względami bezpieczeństwa państwowego. Miało one nieograniczony dostęp do gołębnika celem kontroli, czy wszystko jest ok.
      Władze nie musiały się tłumaczyć wnioskodawcy w przypadku gdy jego podanie zostało odmownie rozpatrzone.

      Mordęga administracyjna nie kończyła się na uzyskaniu permisu. Gołębiarz musiał się, i to w ciągu 30 dni, zdecydować do jakiego, legalnie działającego krajowego towarzystwa hodowców na się zapisać na członka. Do towarzystwa hodowlanego komunistycznego lub mniejszościowo narodowego mógł należeć, ale na własne ryzyko. To nie koniec – każdego wychowanka należało zgłosić władzy, aby pisała go do specjalnego rejestru prowadzonego na potrzeby władz wojskowych, które określa ponadto sposób oznakowania ptaka. O znakowaniu hodowcy ustawa nie wspomina.

      Jeżeli adept gołębnictwa miał pecha zamieszkiwać na terenach, na których Ministerstwa Spraw Wojskowych i Spraw Wewnętrznych oznaczyły zakaz hodowli gołębi, to pozostawała mu wewnętrzna lub zewnętrzna emigracja. Każdy taki terenowy zakaz ukazywał się w Dzienniku Ustaw.

      Podstawowym zadaniem Towarzystw Hodowców (legalnych) było donoszenie o akcesach oraz wyjściach z szeregów poszczególnych hodowców. Jeżeli hodowca zrezygnował z członkostwa jednego i nie zdecydował się na akces do innego Towarzystwa, to miał karierę hodowlaną z głowy, chyba żeby przeszedł do działalności podziemnej, gdyż z urzędu jego zezwolenie cofano.

      Nie tylko licencjonowani gołębiarze nie mieli lekko z ptactwem gruchającym. Jeżeli miałeś pecha i przyłapałeś lub przybłąkał się w twoje bezpośrednie okolice gołąbek pocztowy to obowiązkiem twoim niezwłocznym było oddanie go „najbliższej władzy bezpieczeństwa” nawet, gdy nie miałeś zielonego pojęcia o gołębiarstwie, nie rozróżniałeś koronieca plamoczubego od cukrówki, nie mówiąc o posiadaniu legalnej hodowli z zezwoleniem.

      Wybierając się za granicę, mogłeś zabrać ze sobą bez specjalnego zezwolenia wyłącznie rysie polskie (też gołębie), garłacze i pawiaki (uwaga – polityka !). W czasie wojny to był już szlaban totalny na takie podróże. Krajowe podróże także nie należały do bezpiecznych. Przewoziłeś gołębie, złapała cię policja, nie miałeś przy sobie zezwolenia, to byłeś zatrzymany i pociągnięty.
      Jakby nie daj Boże cofnęli ci bumagę, to musiałeś w ciągu 2 tygodni stadko „sprzedać lub się go pozbyć w inny sposób”.
      A jak już ogłosili mobilizację, to musiałeś mieć wykutą na pamięć ustawę o obowiązku odstępowania zwierząt pociągowych i wozów na rzecz Państwa (Dz. U. Nr 21, poz. 266). Dlaczego ? - Pomyśl, pokombinuj o jakie zwierzę pociągowe chodzi ?
      Jakby komuś zdarzyło się przeskrobać coś w temacie gołębi, to mógł się pożegnać z wolnością do 6 miesięcy (jak mieszkałeś na Śląsku lub w Wielkopolsce to ulgowo – tylko do 6 tygodni) lub z kwotą 2 000 złotych, co w 1925 było worem pieniędzy (i to zabezpieczonym czystym złotem) po reformie Grabskiego.

Uff – całe szczęście, że teraz mały Internet i komórki. Chociaż słyszy się, że wolność rozpasaną Internetu należałoby ukrócić. No to może jest z czego ściągnąć gotowca ?

http://lauraluizalife.blogspot.com

krzysiekR
Posty: 166
Rejestracja: czw lut 18, 2010 2:11 pm
Lokalizacja: Płock
Kontakt:

Re: Trochę historii zmobilizownych gołębi

Post autor: krzysiekR » ndz sie 14, 2011 10:22 am

nie dziwia mnie te zakazy i nakazy ministerstwa i organow wojskowych z 1926 roku , bo wtedy byla bardzo czesto uzywana poczta golebiarska do przesylania wiadomosci wojskowych i innych. I dlatego byla rejestracja i kontrola golebnikow czy nie ma przecieku informacji

corolla77
Posty: 5
Rejestracja: sob sie 13, 2011 8:55 pm
Kontakt:

Re: Trochę historii zmobilizownych gołębi

Post autor: corolla77 » ndz sie 14, 2011 1:05 pm

Mnie też nie dziwią - wychowałem się na Śląsku - na Laurahucie, na placu były dwa gołębniki i gołębiarze jeszcze z przedwojnia, to o mobilizacji gołębi wiem z "pierwszych ust".
Pozdrawiam

http://lauraluizalife.blogspot.com

ODPOWIEDZ